Dwa lata temu – na jakiejś prezentacji – nasz argonaucki dyrektor kreatywny przekonywał słuchaczy, jakoby był właścicielem internetu. Wyraźnie skutecznie, bo organizator spotkania jest naszym klientem do dziś. To co wydawało się wtedy żartem, można dziś potraktować całkiem poważnie. Jeff Jarvis przekonuje, że w dzisiejszych czasach przewagi konkurencyjnej na rynku informacji nie tworzą wielcy dostawcy (content providers), ale pojedynczy internauci.
Wydajesz gazetę? Po co?
W zasadzie to nic nowego – wręcz truizm. Od momentu rozpowszechnienia globalnej sieci, 90% treści jest tworzonych przez użytkowników. Do niedawna jednak, to wielkie koncerny mediowe nadawały ton publikacjom – posiadając wyłączny dostęp do źródeł informacji – były właścicielami treści. Królował model dystrybucyjny – władzę posiadał wydawca dysponujący odpowiednią siecią, umożliwiającą dysponowanie informacją za pieniądze odbiorców. Tymczasem – jak pisze Jarvis – w świecie treści tworzonych przez użytkownika (zobacz: user-generated content) niespostrzeżenie dystrybucja i własność treści przestały mieć znaczenie. Rzeczywistą wartością stała się jakość relacji z odbiorcą, czytelnikiem, konsumentem.
Zarabiaj na zaufaniu
Na czym zatem zarabiać ma współczesny wydawca? Jak docierać do potencjalnych odbiorców i konsumentów? Konsekwencją upadku modelu odgórnej dystrybucji treści jest zmiana podejścia do komunikacji – dziś ważne jest ułatwianie relacji – zamiast sprzedawania dostępu do informacji. Wydawca bądź marketer już nie przekazuje informacji – tylko uczestniczy w procesie jej rozprzestrzeniania. Może tylko dodać wartość do treści rozpowszechnianych pomiędzy konsumentami – w sieciach społecznych, na drodze marketingu szeptanego.
Dziennikarz jeszcze nie bezrobotnym
Nowy trend nie oznacza śmierci zawodu dziennikarskiego. Wydawnictwa muszą zagospodarować rzeczywistość, w której nie sprawują kontroli nad informacją, stąd dziennikarzom przypisuje się nowe role – bliższe „społecznemu modelowi dystrybucji informacji”. Pojawiają się blogi dziennikarskie, rośnie waga agregacji informacji (zobacz: dyskusja Google vs. dziennikarze w serwisie media cafe). Ważniejsze od sprzedawania dostępu będzie przetworzenie informacji do postaci strawialnej przez odbiorców – poprzez jej zgromadzenie, klasyfikację i komentarz. Sama informacja pochodzić będzie coraz częściej od konsumentów.
Do kogo należy internet?
Najprostsza odpowiedź wciąż brzmi: do wszystkich internautów. Dziś nawet bardziej niż w czasach, kiedy wolność w internecie była dosyć iluzoryczna i sprowadzała się do formy wirtualnego Hyde Parku, w którym każdy publikuje, co zechce. Dopiero teraz koncerny medialne zmuszone są docenić rolę zwykłego użytkownika, angażując się w proces wymiany informacji na równych prawach. Wczorajsi użytkownicy, konsumenci i czytelnicy są dziś Tofflerowskimi prosumentami – tworząc dla siebie samych i innych odbiorców. Co stwierdzając, dorzucam swój mały kamyczek ja – właściciel internetu.
źródło: buzzmachine.com – everybodys a network, who wants to own content
zrodlem stwierdzenia „jestem wlascicielem internetu” jest radek „supertyleczek” tereszczuk – http://www.darta.art.pl
Tworząc dla siebie samych i innych odbiorców – już wkrótce to będzie moliwe. Gdzie? W polskim necie. Odrobinę cierpliwości. Zgadzam się, że koncerny medialne będą musiały doceniać rolę użytkownika, pozwalją mu być również nadawcą…
Zgadzam się, że koncerny medialne będą musiały doceniać rolę użytkownika, pozwalją mu być również nadawcą…
Tworząc dla siebie samych i innych odbiorców – już wkrótce to będzie moliwe. Gdzie? W polskim necie. Odrobinę cierpliwości.
niestety, muszę poszukać wtyczek do wpress na tę okoliczność, bo kasowanie tego zaczyna być męczące :/
A ja sie nie zgodze…
ale z czym, mój drogi?