Wśrod publicznie wygłaszanych opinii na temat zastosowania badań, pojawiają się od czasu do czasu różne smaczki. Bywa, iż zdaniem autorów publikacji czy wystąpień dana metoda w określonej sytuacji zastosowania nie znajduje, albo też jest kompletnie do niczego z uwagi na stosunek ceny do wartości. Mnogość opinii powodować może pewien zamęt w głowach najbardziej zainteresowanych – klientów poszukujących odpowiedzi na określone problemy. Sytuacji nie poprawiają rzecz jasna spory pomiędzy osobami zajmującymi się projektowaniem i badaniami. Jeżeli ktoś jeszcze nie widział, polecam prezentację Grzegorza Rusieckiego, ze szczególnym uwzględnieniem fragmentów na temat badań, a także gorącą dyskusję na blogu Robera Drózda i flakerze. Tekst nie ma być jednak podsycaniem sporu, w którym dyskusja przybrała różne formy. Spróbuję raczej odnieść się w kilku słowach do samej kwestii zastosowania badań w procesie projektowania.
Shopcamp #1 – Grzegorz Rusiecki (Kubanskie.pl) o użyteczności sklepów from Eventio on Vimeo.
Chcę jasno powiedzieć – nie pochwalam zbyt daleko posuniętych skrótów myślowych, zastosowanych przez Grzegorza w prezentacji. Piszę o skrótach myślowych, ponieważ ufam, że nie chciał literalnie przekazać, iż wyników badań przeprowadzonych przez osoby trzecie, czytać nie ma sensu. Odkładając to na bok, przyjrzyjmy się zastosowaniu takowych badań.
Podsumujmy kilka oczywistych oczywistości:
- zbiorowość użytkowników Twojego serwisu czy aplikacji nie musi być reprezentatywna dla całej populacji. To truizm do bólu, z oczywistymi konsekwencjami – nie można wnioskować o istnieniu określonych cech w całej populacji na podstawie ich wykrycia wśród własnych użytkowników. Przekładając na język ludzki – jeżeli Twoi użytkownicy najbardziej na świecie lubią animowane różowe króliczki, nie musi być to zjawisko powszechne
- Oczywiście działa to także w drugą stronę. Z prostego procesu wnioskowania dedukcyjnego wynika, że skoro wszyscy użytkownicy internetu lubią animowane różowe króliczki (załóżmy), a Twoi użytkownicy są jakąś podgrupą użytkowników, różowe króliczki polubić musisz jako projektant.
Co z tego wynika? Idźmy dalej… Załóżmy, że zastanawiamy się, czy w naszej grupie docelowej istnieje skłoność do płacenia kartą kredytową online, albo – z innej beczki – do jednoznacznego utożsamiania koloru czerwonego z sytuacją alarmową. Pytanie brzmi, kiedy warto wykonać własne badania pod kątem interesujących nas parametrów. Przyjdą nam z pomocą znane już prawidłowości, czy lepiej odnieść się do nich krytycznie i przeprowadzić odpowiednie eksperymenty?
Na pozór odpowiedź wydawać się może oczywista. Wyniki badań skwantyfikowane na całą populację mogą spokojnie stać się mocną podstawą do projektowania określonych rozwiązań. Urodziliśmy się z zakodowanymi wzorcami reagowania na określone sytuacje w sposób całkowicie przedświadomy i odkrywanie koła nie ma większego sensu. Z drugiej strony, pożądanie zachowanie użytkownika zależeć może od mniej oczywistych parametrów – i tu badać czasami warto.
Niestety, granica pomiędzy tym co oczywiste, a tym co godne zbadania, może być dosyć płynna. Przekonywanie klienta, że prawidłowości nie istnieją, to błąd w sztuce. Mówiąc krótko – jak zwykle nie znajdziecie prostej odpowiedzi na pytanie, czy zawsze badać, weryfikować prawidłowości. Jedne należy, na inne szkoda czasu. Stwierdzenie, że należy badać zawsze, jest niestety nieprawdziwe.
Niestety w prezentacji dostrzegam błąd logiczny (mniemam, że przypadkowy). Grzegorz dla tezy, że nie należy korzystać z badań usability przytacza badania dotyczące np. płatności kartami. Ale to nie jest badanie usability w sensie stricte! To tylko dane statystyczne i w każdej grupie docelowej mogą się różnić, co jest oczywiste. Nie dyskwalifikuje to badań skupionych na usability, których autorzy formułują wnioski dotyczące budowy serwisów, czy zachowania internautów w serwisie.
@Bartłomiej Dymecki
Jasno powiedziałem, że nie należy KOPIOWAĆ wyników badań 1:1 a potraktować je jedynie jako wskazówkę do zbadania tego samego u siebie… (to samo zdanie wypowiedziałem w podsumowaniu prezentacji).
Drugą rzeczą jest to, że nie mówimy tutaj o podstawach i ogólnikach: zaczynając od procesów poznawczych a kończąc na położeniu logotypu czy menu.
Nie mówię o tym, żeby badać, w którym miejscu powinno znajdować się logo i czy linki powinny być podkreślone bo są to oczywistości .. ale poszukać odpowiedzi na pytania: w jaki sposób kupują klienci w mojej branży, co wpływa na ich decyzje zakupowe pozytywnie jak i negatywnie. Odpowiedzi na te pytania należałoby uzyskać w sposób, który wskazałem w prezentacji.
Grzegorz, być może problem polega na tym, że nie powiedziałeś nic jasno, choć tak Ci się wydaje. To nie jest szydera z mojej strony, to kolejny – po tekście na interaktywnie – przypadek, kiedy większość wyciąga inne wnioski, niżbyś sobie życzył. Jeżeli tak jest, problem polega na tym, że błędne wnioski wyciągnąć mogą także Twoi klienci. Jeżeli musisz wszystkich dokoła przekonywać, co chciałeś „tak naprawdę” powiedzieć, to jest to powód do zastanowienia?
Grzegorz, wybacz, ta prezentacja jest tragiczna. Bardziej muszę się domyślać co masz na myśli i gdzie możesz być może mieć swoje racje niż słyszę to wyłożone od Ciebie.
@Grzegorz
Niestety, ale nie powiedziałeś tego jasno.
Po drugie, powtórzę z mojego wcześniejszego komentarza. Nie przedstawiłeś żadnych badań stricte usability i nie oparłeś się na nich w swoich tezach.
@Bartłomiej Dymecki
Podsumowanie prezentacji. Polecam raz jeszcze i pozdrawiam